Mój plan na wychowywanie dzieci – WSTĘP

Dzieci zaczy­nają od te­go, że kochają swoich rodziców.                                                              Po pew­nym cza­sie sądzą ich.                                                                                                          Rzad­ko kiedy im wy­baczają.                                                                                                               – Oscar Wilde

Nie da się ukryć, jest w tym dużo prawdy. To trochę przygnębiające, ale jednocześnie pokrzepiające, przynajmniej wiemy czego możemy się spodziewać, a to zwiększa pole manewru i wymusza działania. Zakładam jednak, że powyższa myśl nie jest regułą i jako rodzicowi daję sobie prawo do kreowania dzieciństwa moich dzieci na miarę pierwszego wersu sentencji. Choć lepiej by brzmiało, gdybym prawo uczyniła obowiązkiem z racji spoczywającej na mnie odpowiedzialności za powołane życie.

Świadomość podjętego zobowiązania zmusza do starań, aby dzieciństwo moich dzieci stało się miejscem w ich wspomnieniach, do którego będą wracać w największą przyjemnością, aby na samą myśl o beztroskich czasach robiło im się ciepło i przyjemnie i wreszcie, aby mogły bez wahania kiedyś powiedzieć – Miałem super dzieciństwo!

Łatwo nie jest, a ogrom zadania jeśli je sobie uświadomimy, niekiedy przerasta i przeraża. Wychowywanie dzieci to praca na najbardziej odpowiedzialnym stanowisku świata. Panie i panowie dyrektorzy w wielkich korporacyjnych trybach mogą schować do kieszeni swój prestiżowy zakres obowiązków, to nic w porównaniu ze świadomym procesem wychowawczym. Odpowiedzialność jest o wiele większa i system premiowania inny, nie wspominając już o ocenach kwartalnych czy półrocznych. Zakres obowiązków rodzica to gigantyczna lista, której realizacja rozłożona jest na wiele lat, a cel pracy jest niewiarygodnie delikatną i złożoną strukturą, którą trzeba budować i formować, dokładać malutkie cegiełki starań i wygładzać je, zmiękczać, później utwardzać, aby uzyskać jednolity, niechwiejny efekt z zachwycającym wnętrzem.

Znam ludzi – rodziców, którzy pracują na etatach, prowadzą firmy, słowem zarabiają na życie lub „realizują się zawodowo” jak to teraz modnie jest powiedzieć. Zdarza mi się w rozmowach z nimi usłyszeć o osiągniętych sukcesach zawodowych, o satysfakcji, jaką daje praca zawodowa. Natomiast nigdy nie usłyszałam, ani nie przeczytałam wprost wypowiedzianych słów mówiących o sukcesach na płaszczyźnie wychowywania dzieci. Gdyby takowe się pojawiły, w moim odczuciu powinny brzmieć mniej więcej tak:

– moje dzieci są szczęśliwe

– moje dzieci kochają mnie

– moje dzieci kochają siebie

– moje dzieci szanują siebie i innych

– moje dzieci są roześmiane

– moje dzieci słuchają mnie w imię miłości, a nie strachu

– moje dzieci wiedzą, że jestem dla nich

– moje dzieci są wewnętrznie spokojne, ponieważ zapewniam im wysokie poczucie bezpieczeństwa i nie szczędzę miłości

– moje dzieci radzą sobie z życiem dzięki solidnym fundamentom, które im dałam (i nie mam na myśli dobrych szkół)

– z powodzeniem pracuję nad tym, aby dzieciństwo moich dzieci zbyt szybko i brutalnie się nie zakończyło, czyli dopóki mam na to wpływ chronię je przed złymi cechami świata otaczając dobrymi

– zakres moich rodzicielskich obowiązków zaplanowany jest tak, aby WŁAŚCIWIE wykorzystać czas dzieciństwa moich dzieci

To tak z grubsza, rozdrabniać się będę w kolejnych postach.

Biorąc powyższe pod uwagę doszłam do wniosku, że opracuję sobie swój „plan” na wychowywanie dzieci. Czasy, gdy dzieci wychowywały się niemalże same dawno minęły. Dziś, w erze wyścigu szczurów, kultu idealnej sylwetki, wewnętrznej pustki ubranej w ipody, iphony, rogowe okularki czy trampki noszone zimą, w erze, gdzie „JA” zanika przysypywane wszelkiej maści dietami, wskazówkami jak żyć, co jest trendy, a co nie, co daje natychmiastową przyjemność, a czym nie warto się zajmować lub wręcz należy atakować bo jest przestarzałe bądź typowe dla osób określanych jako „moherowe berety” – mam na myśli „współczesne” podejście do struktury rodzinny czyli mama+tata+dzieci – w erze pędzącej donikąd, DZIECI TRZEBA WYCHOWYWAĆ, aby dać im NORMALNE podstawy. Dobre podstawy, tak jak w matematyce, ułatwiają dalsze, dorosłe życie. Pomagają cenić życie, jako coś wyjątkowego i dalekiego od produktywnego podejścia, co bezustannie nam się wmawia chociażby zalewem reklam sugerujących, że NIE MAJĄC, NIE DA SIĘ BYĆ.

Co to jest wychowywanie dzieci?

Rozumiem je, jako ogół zamierzonych i niezamierzonych działań, będących w zgodzie z ukształtowanym JA rodzica, mających na celu zbudowanie solidnego JA dziecka.

Solidne JA dla mnie, to system wartości z definicji będących dobrymi.

Ponadto wychowywanie, to napełnianie dziecka maksymalną ilością ciepła i miłości oraz praca nad poczuciem bezpieczeństwa. Ross Campbell w książce „Sztuka zrozumienia, czyli jak naprawdę kochać swoje dziecko” napisał o naczyniu miłości, które u dziecka powinno być zawsze pełne. To my, rodzice, mamy je stale napełniać poprzez bezwarunkową miłość. Na marginesie, książka godna polecenia jako świetne narzędzie pomagające w wychowywaniu dzieci.

Przechodząc do konkretów – nie jestem idealną matką, popełniam mnóstwo błędów wychowawczych, ale to mnie nie zniechęca (no, może czasami). Nie chcę działać po omacku, potrzebuję wskazówek w rodzaju poradnika, których nota bene jest wiele, ale generalnie radzą one jak rozmawiać z dzieckiem, jak je wspierać, kochać, itp. Naturalnie to sedno sprawy, ale ja jeszcze potrzebuję rad w rodzaju – co mogę zrobić, aby poprzez cegiełki konkretnych działań wyłożyć dzieciństwo moich dzieci ciepłymi wspomnieniami. Pomysłów mam wiele i dlatego postanowiłam je zapisać przede wszystkim dla siebie, aby móc się do nich odwoływać w chwilach zwątpienia.

Dalsze losy pomidorów na balkonie

Upały i coś, czego nie umiem nazwać dały się we znaki moim pomidorom. To „coś” prawdopodobnie jest jakąś chorobą, objawia się żółtymi plamami na liściach i zasychaniem kwiatów, ale nie wpływa na dojrzewanie zawiązanych owoców i dotyczy tylko odmiany Costoluto Fiorentino. Pomidorki koktajlowe rosną i owocują tak, jakby miały gdzieś wszelkie susze, zarazy itp. Natomiast odmiana pomidora malinowego, zakupionego na targu powędrowała do kosza. Powodów było kilka: żółknięcie liści, kiepskie wiązanie owoców (tylko cztery sztuki) i gnicie tych i tak marnych plonów. Dzięki temu wiem, że rozsądniej będzie w przyszłym sezonie skupić się na wyhodowanych przez siebie sadzonkach. Wymaga to trochę pracy, ale efekt jest bardziej zadowalający. Podobno z takimi kupionymi sadzonkami można przynieść różnego rodzaju nieproszonych gości. Być może tak się stało i w moim przypadku.

Costoluto Fiorentino w obiektywie:

Pomidory Costoluto Fiorentino

Pomidory Costoluto Fiorentino

Pomidory Costoluto Fiorentino

Pomidory Costoluto Fiorentino

Pomidory Costoluto Fiorentino

Pomidory Costoluto Fiorentino

W pewnym momencie kwiaty tej odmiany przestały zamieniać się w maleńkie pomidorki, a liście pokryły się plamami. Usychały. W sieci wyczytałam, że jest to zjawisko typowe dla działania jakiegoś wirusa, a zasychanie kwiatów to „szok poinfekcyjny”. Trzeba wówczas zwiększyć dawkę nawozów azotowych. Zwiększyłam i czekam na efekty.

Wiem z pewnością, że objawy nie są powodem braku zapylania. Codziennie bowiem, na moim drugim piętrze grasuje trzmiel, a i sama nie szczędzę pomidorom potrząsania.

Usychające kwiaty pomidorów Costoluto Fiorentino

Usychające kwiaty pomidorów Costoluto Fiorentino

Plamy na liściach pomidorów

Plamy na liściach pomidorów

Wspomniane wyżej szaleństwo pomidorków koktajlowych, nota bene bezimiennych, trwa. Na dwóch krzaczkach razem posadzonych naliczyłam… 132 sztuki! Pomijam te wcześniej zjedzone.

Dojrzewające pomidorki koktajlowe

Dojrzewające pomidorki koktajlowe
Dojrzewające pomidorki koktajlowe

Dojrzewające pomidorki koktajlowe

Dojrzewające pomidorki koktajlowe

Dojrzewające pomidorki koktajlowe

Na dowód powyższego zamieszczam kilka zdjęć pomidorków czekających na swoją główną rolę – JAK BYĆ ZJEDZONYM POMIDOREM.

Duży okaz jest owocem wyrzuconego krzaczka. Dojrzewał na parapecie i… nie zachwycał smakiem.

Zbiory pomidorów

Zbiory pomidorów

Zebrane pomidorki koktajlowe

Zebrane pomidorki koktajlowe

Pomidory malinowy i koktajlowy

Pomidory malinowy i koktajlowy

Podsumowując – uprawa pomidorów na balkonie zakończyła się sukcesem, czyli zbiorem plonów. Okazała się łatwa i dostarczająca wielu przyjemności. Przy okazji dzieci miały możliwość obserwowania całego procesu wzrostu i dojrzewania tych warzyw, co w dzisiejszych czasach jest wiedzą cenną zważywszy na to, że część maluchów sądzi, że warzywa rosną… w supermarketach.

W przyszłym roku będę bogatsza o tegoroczne doświadczenia i z pewnością ponownie spróbuję swych sił w uprawach balkonowych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Domowe sposoby na ukąszenia komarów

Komar, komar, chuda mucha, komar, komar, ma pół brzucha…

Źródło: http://bugguide.net/node/view/14507

Źródło: http://bugguide.net/node/view/14507

Taką piosenkę nuciła ostatnio moja Córeczka. Treść zapadła mi w pamięć i zawsze gdy ukąsi mnie to małe, podłe Coś, przypominają mi się, bądź co bądź, te obelżywe z punktu widzenia komara słowa.

Swoją drogą, komary w tym roku oszalały, łamią wszelkie do tej pory obowiązujące zasady, czyli gryzą przez cały dzień, a nie przeważnie wieczorem, atakują na słońcu, a nie raczej w cieniu i są wszędzie! Na ukąszenia reagujemy różnie, zdarza się, że pojawia się zwykły swędzący bąbel, ale zdarza się również wielka, twarda i bolesna gula. Nie wiem od czego to zależy, ale wiem, że przyjemnie nie jest. A ponieważ komary lubią mnie w jakiś szczególny sposób, a ja nie cierpię wszelkich psikadeł, pozostaje mi starać się ich unikać lub łagodzić skutki niechcianych spotkań. Szukając rozwiązań w internecie, przetestowałam kilka na sobie, dochodząc do wniosku, że nie ma jednej, skutecznej domowej metody dla wszystkich, no może poza Fenistilem dostępnym w aptece, ale ten jest dość kosztowny i… chemiczny.

SODA + WODA

W moim przypadku sprawdziła się woda z sodą – do 1/2 filiżanki przegotowanej, chłodnej wody wsypałam około 1/2 łyżeczki sody, wymieszałam i wacikiem smarowałam ukąszenia. Przestało swędzieć i boleć od razu.

Źródło: phonegamesguy.hubpages.com

Źródło: phonegamesguy.hubpages.com

SOK Z CYTRYNY

Zupełnie natomiast nie sprawdził się sok z cytryny, spowodował zaczerwienienie i zwiększył dolegliwości.

Źródło: http://tishboyle.blogspot.com/2010_03_01_archive.html

Źródło: http://tishboyle.blogspot.com/2010_03_01_archive.html

SPIRYTUS SALICYLOWY

Spirytus salicylowy też nie zdał egzaminu, szczypało i zwiększyło się zaczerwienienie.

Spirytus salicylowy

Spirytus salicylowy

SUROWY ZIEMNIAK

Plaster surowego ziemniaka pomógł, ale nie w takim stopniu jak soda.

Źródło: http://www.foreignpolicy.com/articles/2009/10/19/hot_potato

Źródło: http://www.foreignpolicy.com/articles/2009/10/19/hot_potato

CEBULA

Cebuli nie próbowałam ze względu na intensywny zapach.

Źródło: http://www.ofm.co.za/article/128244/Wat-eet-ons-vanaand--Die-NUWE-weergawe--Worsgebak

Źródło: http://www.ofm.co.za/article/128244/Wat-eet-ons-vanaand–Die-NUWE-weergawe–Worsgebak

ZAPOBIEGANIE UGRYZIENIOM PRZEZ KOMARY

Z innych metod, bardziej naturalnych i przy okazji dekoracyjnych, dobrze jest hodować i ustawiać na balkonach lub parapetach pelargonie, bazylię i pomidory. Komary nie lubią intensywnego zapachu tych roślin i podobno omijają je szerokim łukiem. Myślę, że coś w tym jest, ponieważ od wiosny nie pozbawiłam życia ani jednego insekta w mieszkaniu, a balkon pełen mam tych roślin.

Pelargonie

Pelargonie

Ostatni sposób podoba mi się najbardziej – choć nie nadaje się do zastosowania przez mieszkających w blokach – dobrze jest sprowokować do zamieszkania w okolicy domu… NIETOPERZE. Prowokacja ma się odbyć poprzez zawieszenie w pobliżu drewnianych domków 🙂 Podobno, jeden taki fruwający nietoperz potrafi zjeść do 1000 komarów w ciągu godziny!!! Gdzieś wyczytałam, że w jednej z sieci włoskich supermarketów w ciągu miesiąca sprzedano ponad 12 tysięcy domków dla tych ssaków.

A co z wplątywaniem się we włosy, którego tak bardzo obawialiśmy się w dzieciństwie?! 🙂

Źródło: http://www.emnrd.state.nm.us/mmd/AML/Bat-TownsendBig-eared.html

Źródło: http://www.emnrd.state.nm.us/mmd/AML/Bat-TownsendBig-eared.html

 

 

 

 

 

 

J

 

Uprawa pomidorów na balkonie

Okazało się, że uprawa pomidorów na balkonie jest banalnie prosta, nawet dla zupełnych laików. Udało mi się wyhodować sześć pięknych krzaczków, które obficie kwitną i zawiązują owoce. Cztery z nich to pomidorki koktajlowe, własnoręcznie wysiane i pielęgnowane od nasionka, jeden to pomidor malinowy – odmiana Costoluto Fiorentino, również wyhodowany przeze mnie od nasionka, ostatni krzak kupiłam na targu, nie mogąc oprzeć się niskiej cenie za dużą i zdrowo wyglądającą roślinkę (1,5 pln!!!) – i to również jest pomidor malinowy.

Uprawa pomidorów na balkonie

Uprawa pomidorów na balkonie

Pielęgnacja przebiega od początku bez najmniejszych problemów, trzeba dbać jedynie o odpowiednie nawodnienie, nasłonecznienie i biorąc pod uwagę intensywny wzrost roślinek, zapewnić im należy dość dużo miejsca, choć ten ostatni warunek można pominąć, ale pamiętać wówczas należy o częstym podlewaniu.

Wysadzając roślinki na docelowe miejsca, do zastosowanego podłoża wsypałam hydrożel, aby w upalne dni oddawał roślinie zmagazynowaną wodę. Hydrożel działa podobnie do granulatu wypełniającego pieluszki dla dzieci, choć przyznać muszę, że niespecjalnie się sprawdza. Przy dużym nasłonecznieniu – mam wychodzący na zachód balkon – podlane rano rośliny więdną już około 16-tej, czyli cztery godziny od momentu, gdy słońce zaczyna świecić bezpośrednio. Ponieważ przez znaczną część dnia nie ma mnie w domu musiałam znaleźć jakiś sposób, aby krzaczki nie więdły. Świetnie sprawdziły się butelki po soczkach typu Kubuś. Niewielki otwór w korku przepuszcza wodę tylko wtedy, gdy roślina jej potrzebuje.

Podlewanie roślin doniczkowych

Podlewanie roślin doniczkowych

Dodatkowo, przesadzając rośliny, pod każdy krzaczek włożyłam skórkę z banana, jako bogate źródło potasu, za którym pomidory przepadają, a który w procesie rozkładu uwalniany jest stopniowo. Ponadto od czasu do czasu zasilam rośliny wieloskładnikowym nawozem mineralnym. Najlepiej byłoby unikać wszystkiego, co nie jest do końca naturalne, ale mieszkając w bloku raczej trudno o kompost, a granulowany obornik… no nie wiem 🙂

Usuwanie zbędnych odrostów – wilków

Pomidorki, w miarę wzrostu wypuszczają zbędne odrosty, inaczej mówiąc wilki, które koniecznie trzeba usuwać, aby roślina skupiała swoje siły na jednym bądź dwóch pędach. Usuwanie wilków należy wykonywać poprzez ich odłamywanie. Używając nożyc zostanie kawałek pędu, w którym może rozpocząć się proces gnicia, w oczywisty sposób osłabiający roślinę.

Pomidory, zbędne odrosty, wilki

Pomidory, zbędne odrosty, wilki

Pomidory, zbędne odrosty, wilki

Pomidory, zbędne odrosty, wilki

Pomidory, usuwanie wilków

Pomidory, usuwanie wilków

Pomidory trzeba koniecznie przywiązać do dość solidnych patyków, aby własnym ciężarem nie zrobiły sobie krzywdy.

Zapylanie

Pomidory są samopylne, zatem do zawiązywania się owoców nie są im niezbędne owady. Wystarczy mocniej potrząsnąć krzaczkiem lub delikatnie potrącać kwiaty. Tak też zrobiłam i mam na krzaczkach owoce. Są jakieś preparaty pomagające w zapylaniu kwiatów i wpływające na znaczne zwiększenie plonów, ale nie jestem do nich przekonana.

Zapylanie kwiatów pomidora

Zapylanie kwiatów pomidora

Kwiaty pomidorów

Kwiaty pomidorów

A oto moje plony 🙂

 

Pomidorki koktajlowe

Pomidorki koktajlowe

Pomidory malinowe

Pomidory malinowe

I na koniec – aksamitki odstraszają szkodniki – czy to prawda, nie wiem, ale posadziłam je po kilka w każdym pojemniku z pomidorami i na razie żadnego niepożądanego robactwa nie zauważyłam.

Aksamitki, odstraszanie szkodników

Aksamitki, odstraszanie szkodników

 

 

Uprawa szpinaku na balkonie, naleśniki ze szpinakiem i białym serem

Szpinak  – samo zdrowie i… niemiłe wspomnienie z przedszkola 🙂 Takich, którzy lubili zieloną paćkę, no cóż… nie znam. Szczęście, że człowiek w końcu dorasta i do smaków podchodzi z rozumem, a nie tylko wzrokowo.

Ponieważ i ja, jako osoba dorosła i „rozumna” lubię szpinak postanowiłam zasiać go na balkonie. Wykiełkował i rośnie, powoli wprawdzie, ale mamy dopiero czerwiec, myślę więc, że spokojnie zdąży być zjedzony.

Uprawa szpinaku w pojemnikach

Uprawa szpinaku w pojemnikach

Uprawa szpinaku na balkonie

Uprawa szpinaku na balkonie

Szpinak nowozelandzki - uprawa

Szpinak nowozelandzki – uprawa

Szpinak po deszczu

Szpinak po deszczu

 

Rozmiar mojego szpinaku nie pozwala jeszcze na jego zjedzenie, ale na targu można za przyzwoite pieniądze kupić piękne liście. Co z nich zrobić? Na przykład NALEŚNIKI Z BIAŁYM SEREM I SZPINAKIEM. Danie szybkie i pyszne. Wystarczy:

  • usmażyć naleśniki według własnego przepisu
  • szpinak umyć odłamując łodyżki i odrzucając uszkodzone liście, pokroić niezbyt drobno
  • na patelni roztopić masło, wrzucić szpinak i smażyć go około 4-5 minut, do widocznego „skurczenia”
  • dodać posiekany czosnek i rozkruszony biały ser
  • doprawić solą i pieprzem
  • chwilę smażyć do połączenia składników, ale nie za długo
  • przełożyć na usmażone naleśniki i zawinąć według upodobań
Naleśniki ze szpinakiem i białym serem

Naleśniki ze szpinakiem i białym serem

Smacznego!

 

 

 

 

 

Sałata na balkonie

Zamieszczone poniżej zdjęcia są dowodem na to, że uprawa sałaty na balkonie nie jest ani trudna, ani szczególnie wymagająca. Trzeba wysiać nasionka, podlewać, przepikować i czekać cierpliwie. Z nasionek wysianych w marcu mam oto takie plony.

Sałata na balkonie

Sałata na balkonie

Sałata w doniczkach

Sałata w doniczkach

Uprawa sałaty na balkonie

Uprawa sałaty na balkonie

Uprawa sałaty w pojemnikach

Uprawa sałaty w pojemnikach

Sałata w doniczkach

Sałata w doniczkach

„Potrzeba matką wynalazków” – tak też i u mnie się stało. Zabrakło mi doniczek, wykorzystałam więc butelki po wodzie mineralnej. Pomysł się sprawdził, sałata w butelkach rośnie 🙂 Może nie wygląda to pięknie, ale rosnące liście w pewnym momencie zakrywają plastik.

Uprawa sałaty w butelkach po wodzie mineralnej

Uprawa sałaty w butelkach po wodzie mineralnej

A tutaj sałata leży sobie w suszarce i czeka na wirowanie.

Suszarka do sałaty

Suszarka do sałaty

Suszarka do sałaty sprawdza się świetnie. Problem osuszania ręcznikiem papierowym odpada zupełnie. Osuszona sałata nie jest pognieciona, ale zachowuje swój naturalny kształt. Wystarczy odrobina śmietanki, jogurtu lub oliwy i danie gotowe.

Suszarka do sałaty

Suszarka do sałaty

Co zrobić z mięsem z rosołu?

Pierogi - co zrobić z mięsem z rosołu

Pierogi – co zrobić z mięsem z rosołu

Nie znam dziecka, które nie lubi rosołu. Właściwie dzieci, które znam, z zup tolerują jedynie rosół i pomidorową, ewentualnie zupy bez nazw, ale z przedszkola. No, może poza jednym wyjątkiem. Syn znajomych (3 lata) zjada wszystko, dosłownie wszystko. Przy okazji wspólnego spotkania i towarzyszącego mu grillowania, zanim dostał kiełbaskę, zdążył wylizać wlany wcześniej na talerz ketchup. Sugerowałam koleżance, aby nakręciła filmik zatytułowany „jak powinno jeść dziecko” i udostępniła go na youtubie:)

Moje dzieci nie różnią się wiele od tych „współczesnych”, zatem rosół musi co jakiś czas pojawić się na stole. Aby był wartościowy, gotuję go na mięsie drobiowym (udka kulinarne, skrzydełka z indyka) i wołowym (pręga). Oczywiście dodaję warzywa. Z tego wszystkiego zjadany jest makaron z płynem, najlepiej przelanym przez sitko zatrzymujące listki pietruszki. Chyba, że zagrożę, że nie będzie bajki:)

Aby jednak, mimo wszystko, coś sensownego trafiło do małych brzuszków, mięso staram się wykorzystywać na kilka sposobów. Oto trzy z nich:

  • MIELONA WOŁOWINA – wołowinę rozdrabniam w robocie kuchennym razem z ugotowaną marchewką i podaję z tłuczonymi ziemniakami (pamiętam ten smak z przedszkola)
  • PIEROGI – wołowinę, drób i wszystkie warzywa rozdrabniam w robocie, na patelni rozgrzewam olej i podsmażam cebulkę. Wrzucam rozdrobnione mięso, doprawiam solą i pieprzem, chwilę smażę i farsz na pierogi gotowy
  • KROKIETY W NALEŚNIKACH – farsz przygotowuję identycznie jak do pierogów, smażę naleśniki bez cukru za to z solą, nadziewam je, zwijam i podsmażam na maśle. Smakują wybornie z sałatką Colesław, to znaczy dorosłym smakują, dzieci jedzą je ze startą surową marchewką

Niezaprzeczalnym plusem powyższego jest – NIE MARNUJĘ JEDZENIA!

Ciasto na pierogi

Ciasto na pierogi

 

Papryka czerwona – wysiew

Moje dzieci uwielbiają paprykę, biorą ją w rączki i zjadają niczym jabłko, obowiązkowo więc powinna pojawić się na liście moich upraw balkonowych. Odmiana, którą kupiłam ma być średnio wczesna, czyli zbiór będzie możliwy począwszy od lipca aż do października. Tak przynajmniej producent napisał na opakowaniu.

Nasiona papryki czerwonej

Nasiona papryki czerwonej

Ponieważ nasiona papryki są stosunkowo duże, zasiałam je od razu do kubeczków po serkach, aby uniknąć konieczności pikowania, następnie przysypałam cienką warstwą ziemi i podlałam.

Wysiew nasion papryki czerwonej

Wysiew nasion papryki czerwonej

Za mniej więcej dwa tygodnie zdam relację z poczynać tegoż warzywa.

Trzy tygodnie po wysiewie nasion

Minęło trzy tygodnie od momentu wysiania nasion. W tym czasie wiele mądrego udało mi się wyczytać i zobaczyć w sieci. Niesamowite, jakich fascynatów można spotkać – godne pozazdroszczenia i naśladowania.

Moje plany na uprawy balkonowe z dnia na dzień wraz z pogłębianiem tematu ulegają zmianom. Z pewnością dodam do nich truskawki. Podobno odmiana ALBION świetnie sprawdza się w pojemnikach, dlatego też dziś ją zamówiłam. Ponadto zamierzam zmierzyć się z uprawą pomidora COSTOLUTO FIORENTIONO. Oglądałam wyjątkowo zachęcający filmik, w którym właścicielka pomidorowych upraw wychwalała jego walory smakowe i nie tylko.

A oto i moje 3-tygodniowe siewki.

Przepikowane do kubeczków po serkach pomidorki koktajlowe. Nie chciałam zbyt dużo inwestować w wielodoniczki i inne ogrodnicze gadżety z uwagi na pierwsze kroki w temacie. Jeśli się powiedzie, w przyszłym roku podejdę do sprawy profesjonalnie. Z wysianych nasion wzeszły chyba wszystkie, zostawiłam sobie 8 najmocniejszych. Mój mały balkon raczej ich nie pomieści, ale są już zainteresowane osoby.

Przepikowane pomidorki koktajlowe

Przepikowane pomidorki koktajlowe

 

Przepikowane pomidorki koktajlowe

Przepikowane pomidorki koktajlowe

Przepikowane pomidorki koktajlowe

Przepikowane pomidorki koktajlowe

Przepikowana sałata też ma się dobrze. W tym przypadku również zastosowałam kubeczki po serkach. Na dzień dzisiejszy pozostawiłam 10 najładniejszych sztuk.

Przepikowana sałata

Przepikowana sałata

Przepikowana sałata2

Przepikowana sałata2

Kolendra zaczyna wypuszczać liście właściwe, które po potarciu wydzielają wspaniały zapach. W kuchni najczęściej używam jej w potrawach rybnych i w meksykańskiej potrawie fajita.

 

Kolendra trzy tygodnie po wysianiu

Kolendra trzy tygodnie po wysianiu

Koper rośnie jak szalony, ma już pierwsze delikatnie listki, brakuje jedynie młodych ziemniaczków.

 

Koper trzy tygodnie po posianiu

Koper trzy tygodnie po posianiu

Pory to temat, którego jeszcze nie zdążyłam zgłębić. Są szkoły, które mówią, że pikować należy, są też takie, które wręcz potępiają te zabiegi. Aby przekonać się osobiście, część siewek pozostawiłam w pierwotnych doniczkach, a kilka sztuk przepikowałam do plastikowych kubeczków. Pozostaje czekać na efekty.

Rozsada porów

Rozsada porów

Przepikowane pory

Przepikowane pory

Oregano wykiełkowało szybko i zupełnie stanęło, ani drgnie. Nie wiem co jest przyczyną takiego stanu rzeczy. Poczekamy, zobaczymy.

Oregano trzy tygodnie po wysianiu

Oregano trzy tygodnie po wysianiu

Bazylia… na nią czekam z największym utęsknieniem.

Bazylia trzy tygodnie po posianiu

Bazylia trzy tygodnie po posianiu

Rzodkiewka na balkonie musi być obowiązkowo. Do doniczki wysiałam ją w ramach testu, a teraz czekam na wiosnę, aby w skrzynce posiać równiutki rząd tych pyszności.

Rzodkiewka trzy tygodnie po wysianiu

Rzodkiewka trzy tygodnie po wysianiu

I jeszcze szczypior, zawiódł na całej linii. Większość nasion w ogóle nie wzeszła, a te, którym się udało już bardziej marne być nie mogą. Ponowię próby i zasieję raz jeszcze.

Szczypior trzy tygodnie po wysianiu

Szczypior trzy tygodnie po wysianiu

Na koniec pochwalę się bujną natką, którą udało mi się wyhodować z korzeni wsadzonych do doniczki. Natka smakuje wybornie i wyjątkowo szybko rośnie.

Pietruszka z korzenia

Pietruszka z korzenia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Warzywa i zioła na parapecie po dwóch tygodniach od siewu

Dwutygodniowe uprawy ziół i warzyw wyglądają zachęcająco. Marnie ma się jedynie szczypior, ale wciąż czekam. Podlewam w zależności od potrzeb, które ocenić dość łatwo – roślinki są małe, mają skromny i płytki system korzeniowy, jeśli więc widzę, że podłoże jest suche, po prostu podlewam wodą z kranu wlaną do konewki poprzedniego dnia.

Po upływie tygodnia od siewu każdą z doniczek wygrzewałam przez około pół godziny lampką biurkową. Nie wiem czy w jakikolwiek sposób wpłynęło to na wzrost roślinek z pewnością jednak nie zaszkodziło.

Bazylia

Uprawa bazylii na parapecie

Uprawa bazylii na parapecie

Oregano

Uprawa oregano na parapecie

Uprawa oregano na parapecie

Rzodkiewka

 

Uprawa rzodkiewki

Uprawa rzodkiewki

Koper

 

Uprawa kopru

Uprawa kopru

Kolendra

 

Uprawa kolendry

Uprawa kolendry

Sałata

Uprawa sałaty na parapecie

Uprawa sałaty na parapecie

Por

Uprawa pora

Uprawa pora

Pomidorki koktajlowe

Pomidorki koktajlowe

Pomidorki koktajlowe